Sekwencja 10 prac buduje wspólną opowieść o świadomości w epoce hybrydowej – od kruchego wyłaniania się ja, przez iluzje wolności, toksyczną konsumpcję, zniewolenie przyjemnością, fragmentację percepcji, wycofanie w noc, aż po surową, cielesną obecność w performansie.
Pobierz katalog wystawy w formacie PDF:
Anna Zielińska (ur. 1985, Warszawa)
Samotna postać kobieca w pół kroku, z wyciągniętą ręką ku niewidzialnemu świtowi, zawieszona na postrzępionej krawędzi marmurowej podstawy. Recyklingowane aluminium – chropowate, odbijające, przemysłowe – łapie ulotne światło, podczas gdy pradawny kamień zakotwicza formę w czasie geologicznym. Praca powstała w dialogu z interfejsami czatu AI, które zmusiły artystkę do sformułowania jej wieloletnich poszukiwań rzeźbiarskich wokół liminalności i ucieleśnienia. W kontekście wystawy Brzask jest progiem: pierwszym niepewnym krokiem z nocnej nieświadomości w świat już przesycony sztucznym blaskiem.
Allen Mack (ur. 2001, Warszawa)
Młody, niemal nastoletni mężczyzna w krzyżowym skoku na tle olbrzymiego, metalicznego księżyca wypełniającego górną część płótna jak martwy piksel. Poniżej toksyczna zieleń murawy spotyka horyzont-ekran. Gest cytuje zarówno dziecięcą zabawę, jak i ekstatyczną ofiarę – lecz pozostaje zawieszony, bez paliwa. Obraz inscenizuje pułapkę pokoleniową: marzenie o locie trwa, mimo że horyzont okazuje się interfejsem. Niewinność spotyka tutaj skomercjalizowaną transcendencję – orbita staje się kolejnym scroll’em.
Agata Sobczak (ur. 1992)
Agresywnie nasycone róże, turkusy i pomarańcze wysycają współczesną martwą naturę, która odmawia umierania. Plastikowe opakowania, leki bez recepty, warzywa w folii i mleko roślinne wirują w flat-layowej kompozycji. Słodka toksyczność palety zamienia estetykę influencera w broń przeciwko samej sobie – wellness jako powolne zatruwanie. Ciała nie ma, a jest wszędzie: jako przepuszczalna membrana filtrująca chemię marketingu i ambientową traumę.
Michał Jackowski (ur. 1979)
Owinięta, skrępowana postać unosi się pionowo wewnątrz czarnego prostokątnego pryzmatu – cyfrowego sarkofagu – na tle ziarnistego pola gwiazd, które bardziej przypomina skompresowany szum niż kosmos. Karmazynowe taśmy / nici krzyżują się w algorytmicznej symetrii. Jednorazowość monotypii odbija paradoks: przyjemność jest absolutnie powtarzalna, a ślad wyczerpania – nieusuwalny. (Słowa artysty, sparafrazowane): „Ciało już nie należy do siebie – należy do przyjemności, która pożera je od środka. Kapitalizm afektywny zamienił orgazm w algorytm, a ciało w zasób”.
Klaudia Domagała (ur. 1990)
Ręcznie formowane, indywidualnie wypalane i szkliwione ceramiczne kafelki układają się w przesuwające się siatki kolorów podstawowych i pochodnych. Praca oscyluje między malarską abstrakcją a proto-cyfrowym pikselem. Mozolna ręczna repetycja spotyka eksperymenty z animacją AI, tworząc hipnotyczną powierzchnię, która pyta: czy wzór uspokaja, czy programuje? Modułowa logika łączy modernistyczną siatkę z współczesnym interfejsem – nieskończona rekompozycja bez oryginału.
Anna Sołtysiak (ur. 1980)
Nokturn zredukowany niemal do abstrakcji, narodzony z niezadowolenia z wizualizacji generowanych przez AI na podstawie pisemnych promptów artystki. Ostateczny obraz odzyskuje materialność malarstwa z algorytmicznego przybliżenia. Ponownie użyte płótno z dawniejszej, porzuconej kompozycji – zeskrobane, wzmocnione, zagruntowane – ucieleśnia proekologiczne odrzucenie marnotrawstwa i metaforycznie nakłada pogrzebane obrazy pod nową widzialność. Noc nie jest tu odpoczynkiem, lecz oporem – przestrzenią, w której przebodźcowane oko może wreszcie się zamknąć.
Edyta Szalewska (ur. 1995)
Relief / medal badający relację między powtarzalnym ruchem a stanem wyciszenia. AI posłużyło wyłącznie jako kalkulator – optymalizując formę negatywną, objętość i zapas materiału, co radykalnie zmniejszyło zużycie silikonu. Recyklingowany papier, nietoksyczne spoiwa i wykończenia zamykają obieg ekologiczny. Praca szepcze: repetycja może być środkiem uspokajającym albo uzależniającym; granica między rytuałem kojącym a przymusem jest cienka.
Sylwester Stabryła (ur. 1975)
Klasycznie namalowany portret – którego zalążek kompozycyjny pochodził z twarzy wygenerowanej przez AI – konfrontuje widza z wyciśniętą bielą tytanową wylewającą się z autentycznej, porzuconej tuby. Gest jest celowo perwersyjny: AI proponuje obraz, ale tylko ludzka ręka potrafi wycisnąć farbę z metalu. Praca cicho sabotuje techno-teleologię: inteligencja może generować wizje, ale doświadczenie wciąż musi pracować, by je zmaterializować.
Clarise (ur. 1983)
Płótno – znalezisko uliczne z mokotowskiego śmietnika – nosi ślady poprzedniego życia: plamy, przetarcia, strukturalną słabość. Zamiast je wyrzucić, artystka je czyści, usztywnia, wskrzesza – zamienia w nośnik medytacji nad tym, co współczesne systemy robią z naszą świadomością: przymusowo karmią wiedzą, tożsamościami, obrazami siebie, których nie prosiliśmy.
W dolnej partii kadru zwinięty zając – miękki, ssący, archetypicznie dziecięcy, a jednocześnie bezradny obiekt karmienia. Obok niego formy-naczynia: kielich, wazon/głowa lampy, kopuła ciasta – pół-przedmioty obfitości, pół-instrumenty force-feedu. Są to echo algorytmicznych talerzy, z których non-stop spływa treść:
rekomendacje, memy, mikrotożsamości, alternatywne „ja”, których mózg nie zdążył jeszcze przeżuć.
Proces twórczy sam stał się hybrydowy. AI pełniło rolę sparingpartnera – generowało warianty odczytań: mózg jako dysk twardy przepełniony cachem, laboratorium malarskie jako cela kontroli behawioralnej, pamięć zbiorowa jako rozproszona serwer-farma, z której wyciągane są fragmenty do ponownego karmienia.
Materiały z recyklingu – jednorazowe pojemniki jako palety, porzucone płótno jako nośnik – nie są tu przypadkowym wyborem. Stanowią paralelę do ludzkiej świadomości w czasach hybrydowych: rzeczy uznane za zużyte, przeterminowane, zbędne zostają przechwycone, oczyszczone i zmuszone do ponownego obiegu idei. Tak jak algorytmy przenoszą naszą uwagę i dane, tak artystka przekształca śmieci miasta – w geście cichego oporu wobec definitywnego „zużycia”.
Obraz dryfuje w bursztynowo-brązowym zawieszeniu – liminalnej mgle, w której nie ma już czystego podziału na ciało i ekran, na karmiącego i karmionego. Zając leży w bezruchu, z oczami na wpół otwartymi, jakby właśnie uploadował się do kolejnej warstwy. My, patrząc, czujemy ten sam przymusowy wlew – treści, której nie da się już wypluć.
Anna Kalwajtys (ur. 1979, Kętrzyn)
Duracyjny autoportret, który powraca do ciała jako nieredukowalnego miejsca świadomości. W wystawie przesyconej mediacją technologiczną i drugim życiem przedmiotów Kalwajtys upiera się przy żywej obecności – pot, oddech, trwanie – wobec zdematerializowanych przepływów. Praca zamyka koło: po wszystkich hybrydowych protezach, pętlach i drugim obiegu rzeczy zostaje uparte, spocone, śmiertelne „ja”, które odmawia stać się czystym sygnałem.